Wpływ robotyzacji na stosunki pracy

Wpływ robotyzacji na stosunki pracy

Wyobraź sobie, że musisz konkurować w pracy z maszyną. Taką, która wykona twoją kilkudniową pracę w parę godzin. Taką, która się nie myli. Nie męczy. I nie potrzebuje urlopu… Ponura perspektywa? Nie do końca. Robotyzacja i sztuczna inteligencja od wielu lat zmienia kształt rynku pracy, ale nigdy w pełni nie zastąpi człowieka. Co nie oznacza, że powinniśmy temat zbagatelizować. Absolutnie nie! Musimy już teraz zrobić wszystko, aby jak najszybciej dostosować się do pędzących i nieuniknionych zmian. Tylko ci pracownicy, którzy to zrozumieją, mogą nie obawiać się o swoje zatrudnienie.

Obecne miejsca pracy za 10 czy 15 lat będą wyglądać diametralnie inaczej. Nadejście tzw. drugiej ery maszyn szybko przynosi ogromne zmiany. Zadania manualne i zręcznościowe już teraz w dużej mierze są wykonywane przez maszyny. I nie mówimy tu tylko o automatyzacji linii produkcyjnej w fabrykach, gdzie zaprogramowane urządzenia potrafią wytworzyć dany produkt krok po kroku. Na Zachodzie i w Stanach Zjednoczonych maszyny coraz częściej wykonują takie zadania jak obsługa wózka widłowego w magazynie, a nawet transport produktów z magazynów do docelowych odbiorców!

Jako dobry przykład może posłużyć brytyjski Amazon w korelacji z asystentem Google. Wystarczy, że powiesz na głos „Ok, Google”, a Twój smartfon wysłucha każdego polecenia. Powiedz, co chcesz kupić, a otrzymasz listę produktów w aplikacji posortowanych od najtańszych. Teraz wystarczy, że wybierzesz ten jeden konkretny i zapłacisz za pomocą karty, którą – a jakżeby inaczej – obsłuży i zapamięta Twój telefon. Następnego dnia pod Twoje drzwi podleci dron, który delikatnie opuści przygotowaną dla Ciebie paczkę. Brzmi jak scenariusz filmów o przyszłości? Nic bardziej mylnego, to już się dzieje!

Ba, przytoczony przykład można by określić jako banalny, porównując go z ostatnimi testami wykonanymi przez SpaceX Elona Muska. Jego inżynierom udało się wynieść na orbitę rakietę kosmiczną, która wykonała określone zadania, a następnie wylądowała w ściśle określonym miejscu. Bez obecności człowieka na pokładzie! I to zaledwie 60 lat po tym, jak pierwszy człowiek był w Kosmosie. Gagarinowi i Armstrongowi nawet nie śniły się podobne cuda. To pokazuje z jak szybkim postępem mamy do czynienia.

Ale wróćmy z Kosmosu na Ziemię. Już teraz praca prawników, księgowych, lekarzy i wielu innych jest wspomagana przez sztuczną inteligencję. Osiągnięcia techniki tak bardzo ułatwiają nam codziennie życie, że używamy ich ochoczo, z radością, ale i… trochę bezmyślnie. W końcu który księgowy myśli o tym, że kiedyś jego klient zrobi jedynie zdjęcie faktury, a maszyna wspomagana przez AI dokona wszelkich obliczeń, przygotuje dokumenty, wyśle przelew do Urzędu Skarbowego… Patrząc na wspomniany postęp w dziedzinie podboju Kosmosu, taka wizja wcale nie musi być odległa.

Należy jednak pamiętać, że to nie tylko ogólnoświatowy rozwój i postęp wyznacza poziom robotyzacji w wielu dziedzinach. Na to mają wpływ różne, często nieprzewidziane czynniki. Jednym z nich jest… wybuch pandemii koronawirusa, który spowolnił gospodarki na całym globie, ale – paradoksalnie – przyspieszył robotyzację.

Dlaczego firmy rozszerzają sposób korzystania z robotów? Ponieważ pozwala to zwiększyć dystans społeczny i zmniejszyć liczbę pracowników, którzy muszą fizycznie przyjść do pracy. Roboty są również stosowane do wykonywania zadań, których pracownicy nie mogą realizować zdalnie. Amerykański Walmart używa ich do mycia podłóg. Roboty w Korei Południowej były wykorzystywane do pomiaru temperatur i dystrybucji środków dezynfekujących ręce. W związku z koronawirusem do 2021 roku mogą być konieczne dalsze środki dystansowania społecznego, tym samym zwiększy się zapotrzebowanie na roboty.

Widać to również w Polsce. Jednym z przykładów jest szpital zakaźny w Lublinie, który zaopatrzył się w automatyczną aparaturę do dezynfekcji dużych powierzchni. W podobne urządzenie zainwestował także Centralny Szpital Kliniczny UCK WUM. Jego dyrekcja zakupiła autonomiczne roboty sterylizacyjne UVD, które do dezynfekcji wykorzystują promienie ultrafioletowe, naświetlając pomieszczenia narażone na infekcję koronawirusem. Sprzęt nie wymaga obsługi i działa w pełni niezależnie. Harmonogram jego działania można zaplanować za pośrednictwem aplikacji mobilnej, a robot poinformuje personel medyczny o zakończonej sterylizacji. Magia? Nie – technologia!

Czego więc musimy się „dziś” nauczyć o zawodach „jutra”? Dwie rzeczy są jasne. Roboty i komputery przyszłości będą oparte na takim stopniu złożoności, którego człowiek nie będzie w stanie opanować. Nie ma również wątpliwości, że „jutro” siła robocza będzie potrzebować innego zestawu umiejętności, aby wiedzieć, jak sprawnie poruszać się po nowym świecie pracy. Obecne podejścia do przygotowywania młodych ludzi do wejścia w świat gospodarki cyfrowej opierają się na nauczaniu programowania i myślenia obliczeniowego. To błąd, który w krajach wysoko rozwiniętych już zauważono. Skomplikowane obliczenia i algorytmy to domena maszyn i nie ma się co z tym spierać.

Co jest w takim razie atutem człowieka? I dlaczego możemy nie obawiać się zastąpienia przez roboty? M.in. dlatego, że wiele decyzji wymaga wglądu, który nie jest dostępny sztucznej inteligencji na podstawie samej analizy danych. Ludzie wykorzystują posiadaną przez siebie znajomość historii i kultury organizacyjnej i posługują się własną empatią i refleksją moralną. Na tym polega istota oceny sytuacji przez człowieka – jest nią zastosowanie doświadczenia i wiedzy fachowej w odniesieniu do kluczowych decyzji i praktyk biznesowych.

Działa to również w drugą stronę. Nowe systemy sztucznej inteligencji mają zdolności poznawcze inne niż ludzkie. AI rzeczywiście zautomatyzuje większość powtarzalnych i fizycznych zadań, m.in. programowanie, czy naukę i analizę danych. Jednak automatyzując te zadania i czynności, sztuczna inteligencja niejako  popchnie człowieka w górę „drabiny umiejętności” do unikatowych ludzkich zdolności, takich jak kreatywność, empatia i zmysłowość, których maszyny nigdy nie przyswoją.

Musimy przyzwyczaić się do myśli, że do robotów będziemy niebawem podchodzić jak do „kolegów z pracy” i nie ma żadnego sensu „ścigać się z maszyną”. Dzięki temu można przyjąć ryzykowną, ale moim zdaniem słuszną tezę, że miejsca pracy staną się bardziej ludzkie. Sprawią, że praca nie będzie nużąca i schematyczna, bowiem te czynności będą wykonywać maszyny. A człowiekowi pozostawią nieograniczone pole do uruchomienia wyobraźni.

Co więcej, te firmy, które są już na etapie kompletowania załogi złożonej zarówno z ludzi jak i maszyn, zdają się potwierdzać założoną tezę. Roboty wykonują powtarzalną, schematyczną pracę i mogą działać 24 godziny na dobę przez 7 dni w tygodniu. W tym czasie „żywa załoga” zajmuje się bardziej złożonymi problemami i zadaniami w firmie. Tym samym zwiększa się ich produktywność, a to pociąga za sobą w górę najważniejszą statystykę w każdym przedsiębiorstwie – rentowność i osiągane zyski.

Jak widać, robotyzacja i sztuczna inteligencja w miejscu pracy to nieunikniony proces. Musi jednak zostać dobrze zrozumiany i wdrożony przez człowieka. Jeśli tak się stanie, to współpraca ludzi z maszynami może przynieść naprawdę dobre i pożądane rezultaty.

Autor: Marzena Szafrańska

Leave a comment

Send a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *